Inżynieria dusz? Rzeczywiście, Piotr Naliwajko ma w sobie coś z tej dwuznacznej sylwetki kreatora-odnowiciela. Świadczy o tym dyptyk Uliczka w Barcelonie oraz Kuchnia, który na pierwszy rzut oka jawi się jako wysmakowana, dwuarkadowa gra malarska z Rozpłatanym wołem Rembrandta van Rijna. Obraz Naliwajki skrywa jednak zagadkę mroczniejszą, wielopiętrową. U wejścia do kuchni czy raczej u światła barcelońskiej uliczki odpoczywa pies, a rzut perspektywiczny zaprojektowany został przez artystę do tego stopnia przewrotnie, aby sierść zwierzęcia stopiła się całkowicie z maścią krowy. W drugiej części dyptyku odbite wzdłuż osi wertykalnej zostają zarówno pies, jak i krowa. Naliwajko jest bowiem maksymalistą: dekonstruuje zaabsorbowane przez kulturę malarską techniki, style i konwencje tak, jakby usiłował dokonać ostatecznego rozpadu historii sztuki. Sztuki pojmowanej ewolucyjnie – zgodnie z porządkiem następujących po sobie przełomów estetycznych. Autokolaps najważniejszych motywów malarstwa europejskiego zawarty został w obrazach takich, jak Kubizm jest wesoły albo Dwa ptaszki [Prometeusz] (wystarczy sięgnąć pamięcią do Rubensowskiego płótna). Naliwajko uprawia metasztukę, jest jednym z metaartystów, zwłaszcza w chwilach, w których zapytuje o mimesis, o czystą możliwość odzwierciedlania, a także skalę upłynnienia granic bytowych tego, co zostało odzwierciedlone (Nekrofagi). Artysta uwięziony w kulturowym panoptikum, usiłuje go rozerwać rękami, które przedwcześnie zostały okaleczone i zabandażowane. Jest w tej dantejskiej szamotaninie jakiś porażający sens. Głęboko indywidualny, międzyludzki i nadludzki zarazem.
Redakcja
